czwartek, 28 marca 2013

Drewno!

Dzisiaj po raz pierwszy jechałam z kotem autem. Przez dwie godziny. Kot oczywiście był przypięty pasem. Ma szelki przez które przeplotłam pas. Nie wiedział biedny co ma zrobić. Nagle odebrano mu tyle wolności. A na zewnątrz tak ciekawie! Ale trzymał się Marian dzielnie, tylko od czasu do czasu trochę pomiaukiwał. Ale drewniany żwirek to chyba nie jest jego ulubiony. ( Kot właśnie wszedł do szafki z koszem... Co za kot!)
A potem razem z rodzinką woziliśmy drewno. Drewno na opał. Wózkiem z metalowej siatki. Do bunkra do którego prowadzi właz i który jest połączony z domem. Pierwszy raz gdy jechałyśmy z Magdą troszkę za bardzo przechyliłyśmy wózek aby wyrzucić drewno. I wózek wpadł... Ale Magda szybko wskoczyła do bunkra i go udało nam się wyciągnąć. Potem jeszcze kilka kursów i już wszystko wywiezione. Ale za to byłam cała mokra. Nie od potu, a od topniejącego śniegu... ( Marian wyszedł z szafki :) ) Ale dzień ogólnie fajny :)
A tu piosenka, która chodzi mi po głowie cały dzień :)
Enjoy!

niedziela, 24 marca 2013

Palmowo niedziela! I ciastka!

Siedzę sobie w lesie i zastanawiam się co robi Marian w mieście. Mam nadzieję, że nie rozwalił jeszcze domu.

A dzisiaj niedziela palmowa. W kościele odprawiał ksiądz o głosie jak pewien obecny premier :) Już się nie umiem doczekać Wielkanocy. I święcenia jajek, i szukania zajączka, i ciepła! Bo jest strasznie zimno! To nie jest wiosna! To środek zimy jest!

A mama i Madzia robią ciasteczka. Są przepyszne!!!

sobota, 16 marca 2013

Kot

Mam Kota! Nazywa się Marian i jest strasznym wojownikiem. Został nauczony, że gdy wystawi się mu rękę należy atakować... I on tak robi, ale staramy się go oduczyć tego nawyku. Wchodzi też na różne elementy otoczenia. Czasem dostaje "kota" i biegnie na korytarz, z niego z prędkością torpedy wbiega do pokoju i wskakuje na fotel. Zaczyna go drapać, patrzy na mnie jakby chciał wskoczyć mi na głowę, zeskakuje i zaczyna od nowa. Najczęściej robi to wieczorem. Kupiłyśmy mu obrożę z dzwoneczkiem, więc przynajmniej słychać jak się skrada. Jego ulubioną zabawką jest MM's  na sznurku (lub tylko sznurek).

Będę aplikowała na comeniusa do Portugalii (Lisboa!) więc trzymajcie kciuki!

wtorek, 5 marca 2013

Łojacie! To miałobyć już dawno!!

Wyobraźcie sobie wieś. Ale nie centrum, takie przedmieścia wsi. W sensie pusto, pusto, pusto, dwa gospodarstwa, i dalej pusto. Jest jeszcze droga. I las. Dużo lasu. W tym lesie mieszkam w łikendy i wszelkie wolne od szkoły dni. Ale nie o to nam chodzi. Chodzi o te gospodarstwa. W jednym z nich mieszkają nasze sąsiadki. Starsze panie, czyli wiadomo- religijne. Zwykle podwozimy je do kościoła. Do ich domu prowadzi może stumetrowy podjazd, wśród pól. Pole ma dość głęboki rów. I w ten rów wpadła moja siostra autem (konkretnie jego połową). I teraz jak to wyciągnąć? Pchanie nie wiele daje. Czekamy na tatę, który „już zaraz miał jechać” ale go jak nie ma tak nie ma. Po ciepłej herbatce słychać- jedzie! Ale to nie tata... Ale już drugi sygnał to już on. Jedzie minibusem więc może coś poradzi. Przesunęliśmy auto może o metr, zanim lina się nie urwała. Ale na szczęście sąsiad miał traktor! I tym traktorem udało się wyciągnąć samochodzik. Niestety wyładował się akumulator, więc nie ruszy. Jednak pociągnięcie autka dookoła placu sąsiadki pomogło i autko ruszyło. I to się działo w ferie.