wtorek, 5 marca 2013

Łojacie! To miałobyć już dawno!!

Wyobraźcie sobie wieś. Ale nie centrum, takie przedmieścia wsi. W sensie pusto, pusto, pusto, dwa gospodarstwa, i dalej pusto. Jest jeszcze droga. I las. Dużo lasu. W tym lesie mieszkam w łikendy i wszelkie wolne od szkoły dni. Ale nie o to nam chodzi. Chodzi o te gospodarstwa. W jednym z nich mieszkają nasze sąsiadki. Starsze panie, czyli wiadomo- religijne. Zwykle podwozimy je do kościoła. Do ich domu prowadzi może stumetrowy podjazd, wśród pól. Pole ma dość głęboki rów. I w ten rów wpadła moja siostra autem (konkretnie jego połową). I teraz jak to wyciągnąć? Pchanie nie wiele daje. Czekamy na tatę, który „już zaraz miał jechać” ale go jak nie ma tak nie ma. Po ciepłej herbatce słychać- jedzie! Ale to nie tata... Ale już drugi sygnał to już on. Jedzie minibusem więc może coś poradzi. Przesunęliśmy auto może o metr, zanim lina się nie urwała. Ale na szczęście sąsiad miał traktor! I tym traktorem udało się wyciągnąć samochodzik. Niestety wyładował się akumulator, więc nie ruszy. Jednak pociągnięcie autka dookoła placu sąsiadki pomogło i autko ruszyło. I to się działo w ferie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz