środa, 7 sierpnia 2013

Wakacje!!

Bez sensu te wakacje, nic się nie uczyć całe 2 tygodnie...
Oczywiście żartuję, wakacje są genialne!
Tylko obóz był jakiś do bani... I w sklepiku pracuję obozowym. Ale tak to jest fajnie.
Od września chcę rozpocząć plan mający na celu poprawę wyglądu aby podczas np. Studniówki wyglądać zjawiskowo. I matura się zbliża ale dam radę. Muszę. :)

środa, 5 czerwca 2013

Trzy dni

Poniedziałek był dniem kebaba. Idąc na zbiórkę zrobiłam się strasznie głodna, więc wstąpiłam do Kebab-baru na Powstańców. Dobry był ten kebab. Mięsko fajnie przyprawione, sałata dobra, ale to co mnie najbardziej zaskoczyło to ser feta w tej sałatce. Pycha! Na specu z chemii pół grupy stało przy oknach podziwiając burzę. Ciemną burzę z piorunami i grzmotami.
Wtorek był dniem wyspania się- nie było pierwszej lekcji. Obejrzałam również najnowszy odcinek Gry o Tron. I stwierdzam, że zabicie głównych bohaterów jest bez sensu!
Dzisiaj jest dzień z pod znaku szóstki z religii i kota na kolankach. Szóstka była za krzyżówkę, a kotek bardzo fajnie grzeje w kolanka :)

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

O kocie, co jeździł tramwajem

Dzisiaj Maniek przeżył kolejną z dzikich przygód. Konkretnie jazdę tramwajem i siedzenie na działce. A to wszystko na zbiórce.

Dzisiejsza zbiórka Cichociemnych odbyła się na działce P. Jako że ładna pogoda itp. postanowiłam zabrać Mariana ze sobą. A żeby tam dojechać trzeba było pojechać tramwajem, więc plecak na plecy, gitara na ramię, kot do ręki. I jedziemy! Ale najpierw trzeba było dojść na przystanek. Jako że kotek jest strasznie ciekawski, za każdym razem jak przejeżdżało auto on chciał je zobaczyć. Więc wywijał się, drapał, ale dzielnie dotarliśmy ma przystanek. Później grzecznie przejechał całą trasę. Na działce było mu fajnie, kilka razy prawie wszedł do ogniska, ale wiedział, że nie wolno i nie wchodził. Gdy szliśmy z powrotem usadowił mi się na plecaku, skąd mógł oglądać okolicę.


A teraz siedzę i kończę przygotowania do środowej obietnicy :)

czwartek, 28 marca 2013

Drewno!

Dzisiaj po raz pierwszy jechałam z kotem autem. Przez dwie godziny. Kot oczywiście był przypięty pasem. Ma szelki przez które przeplotłam pas. Nie wiedział biedny co ma zrobić. Nagle odebrano mu tyle wolności. A na zewnątrz tak ciekawie! Ale trzymał się Marian dzielnie, tylko od czasu do czasu trochę pomiaukiwał. Ale drewniany żwirek to chyba nie jest jego ulubiony. ( Kot właśnie wszedł do szafki z koszem... Co za kot!)
A potem razem z rodzinką woziliśmy drewno. Drewno na opał. Wózkiem z metalowej siatki. Do bunkra do którego prowadzi właz i który jest połączony z domem. Pierwszy raz gdy jechałyśmy z Magdą troszkę za bardzo przechyliłyśmy wózek aby wyrzucić drewno. I wózek wpadł... Ale Magda szybko wskoczyła do bunkra i go udało nam się wyciągnąć. Potem jeszcze kilka kursów i już wszystko wywiezione. Ale za to byłam cała mokra. Nie od potu, a od topniejącego śniegu... ( Marian wyszedł z szafki :) ) Ale dzień ogólnie fajny :)
A tu piosenka, która chodzi mi po głowie cały dzień :)
Enjoy!

niedziela, 24 marca 2013

Palmowo niedziela! I ciastka!

Siedzę sobie w lesie i zastanawiam się co robi Marian w mieście. Mam nadzieję, że nie rozwalił jeszcze domu.

A dzisiaj niedziela palmowa. W kościele odprawiał ksiądz o głosie jak pewien obecny premier :) Już się nie umiem doczekać Wielkanocy. I święcenia jajek, i szukania zajączka, i ciepła! Bo jest strasznie zimno! To nie jest wiosna! To środek zimy jest!

A mama i Madzia robią ciasteczka. Są przepyszne!!!

sobota, 16 marca 2013

Kot

Mam Kota! Nazywa się Marian i jest strasznym wojownikiem. Został nauczony, że gdy wystawi się mu rękę należy atakować... I on tak robi, ale staramy się go oduczyć tego nawyku. Wchodzi też na różne elementy otoczenia. Czasem dostaje "kota" i biegnie na korytarz, z niego z prędkością torpedy wbiega do pokoju i wskakuje na fotel. Zaczyna go drapać, patrzy na mnie jakby chciał wskoczyć mi na głowę, zeskakuje i zaczyna od nowa. Najczęściej robi to wieczorem. Kupiłyśmy mu obrożę z dzwoneczkiem, więc przynajmniej słychać jak się skrada. Jego ulubioną zabawką jest MM's  na sznurku (lub tylko sznurek).

Będę aplikowała na comeniusa do Portugalii (Lisboa!) więc trzymajcie kciuki!

wtorek, 5 marca 2013

Łojacie! To miałobyć już dawno!!

Wyobraźcie sobie wieś. Ale nie centrum, takie przedmieścia wsi. W sensie pusto, pusto, pusto, dwa gospodarstwa, i dalej pusto. Jest jeszcze droga. I las. Dużo lasu. W tym lesie mieszkam w łikendy i wszelkie wolne od szkoły dni. Ale nie o to nam chodzi. Chodzi o te gospodarstwa. W jednym z nich mieszkają nasze sąsiadki. Starsze panie, czyli wiadomo- religijne. Zwykle podwozimy je do kościoła. Do ich domu prowadzi może stumetrowy podjazd, wśród pól. Pole ma dość głęboki rów. I w ten rów wpadła moja siostra autem (konkretnie jego połową). I teraz jak to wyciągnąć? Pchanie nie wiele daje. Czekamy na tatę, który „już zaraz miał jechać” ale go jak nie ma tak nie ma. Po ciepłej herbatce słychać- jedzie! Ale to nie tata... Ale już drugi sygnał to już on. Jedzie minibusem więc może coś poradzi. Przesunęliśmy auto może o metr, zanim lina się nie urwała. Ale na szczęście sąsiad miał traktor! I tym traktorem udało się wyciągnąć samochodzik. Niestety wyładował się akumulator, więc nie ruszy. Jednak pociągnięcie autka dookoła placu sąsiadki pomogło i autko ruszyło. I to się działo w ferie.